Poligon w Gąsiorowie

 

Droga Małkinia- Gąsiorowo- Zuzela.- Nur. Tu znajdował się poligon wojsk carskich.

 

Każdego roku, od wiosny do jesieni (1863-1914r.) żołnierze rosyjscy zgrupowani byli na poligonie ćwiczebnym rozciągającym się między Bugiem a torem kolejowym w pobliżu wsi Gąsiorowo i Podgórze, w połowie drogi między Małkinią a wsią kościelną Zuzela (7-5 km od Zarąb Kościelnych).

 

Na tym poligonie latem stacjonowała pełna dywizja wojska rosyjskiego z Ostrowi-Komorowa i Zmbrowa,
obejmująca cztery pułki piechoty, a ponadto dywizyjną kawalerię, artylerię, oddział saperów oraz parki intendentury z własna piekarnią.

 

Wóz taborowy; Działo

Kuźnia polowa; Broń palna

Były to bitne i wierne carowi jednostki wojskowe, skierowane przed laty na ziemie polskie z okolic Petersburga i znad granicy fińskiej.
Po „usmirieniju polekowo miatieża” w 1863 roku pozostały już na stałe dla strzeżenia „Priwislinskowo Kraja” i zachodnich granic imperium carskiego.

Mikołaj II- Car Rosji- panował w latach 1894-1918

 

Jeszcze do tej pory niektóre obszary lasu gąsiorowskiego i podgórskiego miejscowa ludność nazywa pałatkami carskimi lub oficerskimi, okopami lub strzelnicami. Zdarzają się także wśród okolicznych mieszkańców nazwiska wywodzące się od imion rosyjskich jako pozostałość łączenia się w legalne, a częściej nielegalne związki małżeńskie.

Gąsiorowo- strzelnica na byłym poligonie wojsk carskich. Na zdjęciu wał na skraju lasu.

 

         Ten poligon wojskowy stanowił dla mieszkańców wsi i okolicznych miasteczek poważne źródło dochodów płynących z dostaw. Oczywiście najlepiej powodziło się tym, którzy zdołali przechwycić dostawy hurtowe i sami zajmowali się skupem od gospodarzy siana, zboża i mięsa.
Dużą pomocą dla ludności zgrupowania na poligonie lekarze wojskowi, wykształceni, z poważną praktyką, którzy dosyć chętnie udzielali porad lekarskich, a nawet zajmowali się leczeniem chorych w domu (…).

Lekarz sztabowy; Furgon lekarski

         Natomiast krańcowo inni byli oficerowie  liniowi, którzy od czasu do czasu zjawiali się w Zarębach Kościelnych, gdzie urządzali sobie pijackie zabawy. Upijali się wielką ilością alkoholu, gromadnie i „zaunywnie” śpiewali, w końcowej fazie chrypliwie bełkocąc. Po takiej uczcie rozrzucali pełnymi garściami kopiejki na placu przed knajpą. Był to bodajże najweselszy dla znudzonych oficerów epilog tej pijackiej zabawy, gdyż rój dzieciarni żydowskiej rzucał się na monety, wyrywając je sobie nawzajem. Starsi zaś Polacy i Żydzi nie brali w tym udziału, zamykali się w swych mieszkaniach i tylko z ukradła obserwowali czujnie zapitych oficerów. Ostatecznie wśród bezładnej strzelaniny następował pijacki odwrót na poligon. Bywał to widok dość zabawny. Jedni wracali konno, ledwie trzymając się na siodłach, inni w bryczkach, gdyż spacer pieszy z małomiasteczkowej knajpy, oddalonej o sześć kilometrów, uchodził za niegodny munduru oficerskiego.

W pobliżu takiego dużego zgrupowania wojskowego zbierało się zazwyczaj sporo kobiet uprawiających nierząd. Zjeżdżały się one podobno z Białegostoku i Warszawy.

Ludność polska stroniła od nawiązywania kontaktów z żołnierzami rosyjskimi, a pokazanie się dziewczyny polskiej w towarzystwie wojskowego uważano za sprawę hańbiącą i niedopuszczalną. Unikano także zapraszania oficerów do domów ziemiańskich, a także domów urzędników, nauczycieli, lekarzy, adwokatów i aptekarzy. Wynikało to także z zakorzenionych od dawna urazów narodowych i pozostającego jeszcze w pamięci powstania 1863 roku oraz wrzenia rewolucyjnego 1905 roku.

Inny stosunek przejawiała okoliczna ludność do wojska rosyjskiego, które przeciągało w czasie manewrów. Umęczonym piechocińcom, po wsiach rozlokowanym, dostarczano bez sprzeciwu wiązki słomy na posłanie oraz chrustu lub drewna na ugotowanie ziemniaków i gorącej wody na herbatę. Czasem nawet częstowano marynowaną lub wędzoną słoniną. Bywały to oczywiście tylko dodatki do obfitego jedzenia, pobieranego z wojskowych kuchni polowych. Natomiast żołnierze chętnie dzielili się doskonałym czarnym chlebem, który prawie nie czerstwiał, nie pleśniał i dlatego długo mógł być przechowywany. Częstowali także sucharami, ale trzeba było mieć naprawdę zdrowe i mocne zęby, żeby móc je zjeść.

Żołnierze wyciągali zza cholewy drewniane łyżki, jedli i opowiadali o swoich rodzinnych „siołach” i „dieriewuszkach”. Byli to dobroduszni chłopi, pochodzący nie tylko z Rosji europejskiej. Różnorodność etniczna i narodowościowa występowała szczególnie w oddziałach kawaleryjskich. Na wielkie manewry, które odbywały się wzdłuż granicy Prus Wschodnich podobno z udziałem samego cara Mikołaja II, przemaszerowały przez nasze okolice doborowe pułki dragonów, huzarów, różnorodne sotnie kozaków, a nawet i oddziały czerkieskie.

Poważną atrakcją były także doskonałe orkiestry wojskowe, i to nie tylko w oddziałach piechoty, ale i w kawaleriach. Siedząc w siodłach żołnierze wygrywali marsze wojskowe, a w czasie postojów także poważniejsza muzykę.

Młodzież męska i gospodarze, w koniach rozmiłowani, a takich na Mazowszu było niemało, podziwiali żołnierskie popisy konne na rozległych błoniach pastewnych urządzone. Popisy te na zawsze utkwiły  mi w pamięci (Tadeusz Jabłoński). Żołnierze wskakiwali z różnych stron na pędzące konie, zeskakiwali w różny sposób w czasie galopu i- co było najbardziej godne uwagi- wywijali z rozmachem szablą, zmieniając jednocześnie pozycję na koniu.

Zdarzały się także przykre wypadki, którym ulegali nawet doborowi jeźdźcy. Spadali z koni, a one ciągnęły ich w galopie z jedną nogą w strzemieniu. Przynoszono wtedy potłuczonego, a bywało, że i nieprzytomnego od doznanych urazów, żołnierza do wiejskiej izby, gdzie doraźnymi zabiegami domowymi starano się przyjść mu z pomocą. Koń zazwyczaj nie odstępował ani na chwilę swego jeźdźca. Stał przy drzwiach chaty albo zaglądał przez okno izby, w której leżał jego żołnierz, i dopiero, gdy spostrzegł oznaki życia, rżał radośnie.

Dzieciarnia zawsze krążyła w pobliżu kwatery dowódcy pułku i przyglądała się warcie honorowej przy sztandarze pułkowym. Sztandar ustawiony był na podwyższonym stojaku i dwa razy dziennie odbywały się uroczyste ceremonie zwijania go i rozwijania. Po apelu wieczornym zjawiał się oddział służbowy, a następnie naciągał skórzany pokrowiec ochronny. Po czym umieszczano go z powrotem na stojaku i wystawiano posterunek honorowy. Rano po odegraniu na trąbce pobudki taki sam oddział rozwijał sztandar i zmieniał wartę.(…)

Chorąży pułku.

Po zakończeniu manewrów żołnierze wracali do koszar. Zwykle odprowadzaliśmy (dzieci) ich parę kilometrów, czasem do następnej osady wiejskiej. Nie spodziewaliśmy się, że niektóre z tych pułków będą znów maszerowały po kilku latach przez nasze Mazowsze nadbużańskie. Niektóre z nich osłaniały bowiem w 1915 roku odwrót znad Wisły wielkiej armii carskiej na wschód i strzegły jej prawego skrzydła, które przesuwało się wzdłuż granicy wschodniopruskiej (I Wojna Światowa).

 

T. Jabłoński- „ Miłość mego pokolenia”