Poznaj historie gminy:

Rok 1920 sierpień, Zaręby Kościelne.

 Wypisy z pamiętnika Jana Radgowskiego,, W 7 - letnią rocznicę moich przeżyć w ostrowskiem " zamieszczone w,, Praca i życie " 1927 nr 37 i 40.


.......Po drodze spotykam ks. Gawrychowskiego i Florcia Gierałtowskiego. Coś radzą. Punkt 12 w nocy - 2 sierpnia. Zbliżam się do nich. Nagle pędem gna jakiś jeździec. Dojrzał nas.,, Kto tu ! do domu marsz! tu placówka ! bolszewiki tuż ! tuż !"Jakby piorun trzasł. Stało mi się jakoś strasznie, tak jakoś dziwnie, tak jakoś przeklęcie jak to nieraz w polskiej duszy bywało.
Siadłem przy oknie i patrzyłem z żoną w czarną otchłanną noc.
Matusia staruszka odmawiała koronkę, dzieci śpią. Cisza straszna, potworna cisza. Chwilami się zdawało, że jakieś mary snują się obok ścian. Wargi same odruchowo szepczą,, Królowo Korony Polskiej zmiłuj się nad nami, ratuj nas ! Chryste nie karz tak strasznie " Trzewiami targa, rwie coś, zmaga się w człowieku i naraz łzy, łzy, łzy.
Za chwilę tętent kopyt kilkunastu koni, w poświacie księżycowej mignęło galopem kilkanaście postaci. Zaręby Kościelne wzięła w swą moc i władanie inwazja czerwonej, pod żydowskim knutem będącej krwawej i dzikiej chałastry.
3 sierpnia, rozwidnia się a tu ciągną i zajmują plac przed lokalem sądowym tabory i zastępy Lejbusia Bronsztejn Trockiego. Bose, pół nagie, brudne, zawszone do ochydy zastępy.
Zachodzi do mnie oficer, zrzuca pas i rewolwer na ławkę i pyta,, Daleko w Warszawu ? " Odpowiadam,, ściśle nie wiem, pociągiem się jedzie dwie i pół godziny " -,, Hm! Znaczit za dni tri budiem w Warszawie ".
Czerwone tatałajstwo rozłazi się po placach, ulicach, domach. Ciągle..żądają : sała,, chleba, groszka, myła, tabaka, no i wodki. Oj tej wodki to szukali. Magistrowi Strumpfowi to nawet wszelkie środki narkotyczne wybrali- niby za swą na łokcie mierzoną gotówkę.
Rozstawili kociołki, łamią płoty, wyłamują belki z szopy- gotują. Niszczą w ogrodzie warzywa, kradną gęsi, kury, kaczki. Znoszą naręcza chleba i bułek - żrą, strasznie żrą. Po najedzeniu, rozbierają się do naga i palą wszy nad resztkami ognisk.
Nocą 3 sierpnia ozwała się nagle na Kańkowie gęsta strzelanina. To pancerka polska od Małkini do Uścianka se jeździła i łupiła jak się patrzy, aż się serce radowało. Odpowiadała jej z Uścianku bolszewicka armata i tak monotonna strzelanina nocą i dniem.
4 sierpnia prezes Rewkomu Zarembskiego Klimow i kilku z jego komendy jeli nocą szukać broni. Do mnie przyszli od p. Budziewiczowstwa i indagują o rewolwer (ktoś usłużny dobrze ich poinformował). Lecz ja broni nie mam, bo mi zabrała nasza policja. Więc tłumaczę im to; nie wierzą, rewidują a nie znalazłszy, prowadzą mnie na dwór (było nocą koło 2), jeden przystawia karabin do łepetyny mówiąc,, Gdie dieł rewolwer ? " Powtarzam, zbadajcie mego pomocnika ". Nagle słyszę krzyk żony w mieszkaniu, wściekły więc zrywam się do mieszkania. Po drodze krzyczę,, Toście przyszli dręczyć nas ?, strzelaj jak nie wierzysz ! ". Klimow pomyślał i rzecze,, wpocziem swierim, kak wriosz pod stenku " ' Ładno " odpowiadam. Poszli sprawdzić i odczepili się.
6 sierpnia po południu od strony lasów Niemirowskich rozległ się
gęsty obstrzał. Bolszewicy w miasteczku porwali się na nogi i nim zdążyłem się zorientować co się dzieje, tabory zmiatają jak się patrzy.
Od strony Kosut folwarku p. Konarzewskiego gra karabin maszynowy a bolszewicy trzepią z ręcznych i dwóch maszynowych. Wyprowadzam się z rodziną do piwnicy a sam stróżuję w mieszkaniu. Gorąca strzelanina.
...... Bolszewicy Polaków odparli i poszli dalej.
8 sierpnia przyszły z Białegostoku gazety bolszewickie, z których dowiedzieliśmy się, że Marchlewski, Kohn i Próchnik czekają w Białymstoku, aby objąć czerwone władztwo nad Warszawą..........
14 sierpnia wezwał Klimow nas wszystkich do urzędu swego i oznajmił, że Warszawa wzięta, że 40 000 rewolucyjnych polskich robotników witało czerwonymi sztandarami sowiecką armię i że on Klimow wyjeżdża do Warszawy bo tam,, mnogo anglijskoj manufaktury i można połuczit sapogi z lakierowannymi goleniszczami "
15 sierpnia, w środę pojechał do Małkini furmanką i w niespełna godzinę wrócił p. Bundrewicz, który woził Klimowa i oświadczył nam, że bolszewicy zmiatają aż się kurzy. Okazało się to prawdziwe, bo Klimow i czerwona milicja zaczęli po cichu z miasteczka się wynosić. Po prowizorycznej uczcie pospieszyliśmy do domów aby ogłosić szczęśliwą wieść rodzinie. Idąc do domu, przechodzę koło kościółka a tu bolszewicy łapią ludzi do pędzenia bydła. Daję więc drapaka, o mały figiel a byliby mnie chwycili.......
19 sierpnia zebraliśmy się na naradę przy drodze do Kosut, koło domu p. Pawelczyka. Wkrótce okazało się, że ktoś w lesie Niemirowskim strzela. Wtedy Stach Sokołowski wsiadł na szkapę i pognał na zwiady. W niedługim czasie wyłoniło się na widnokręgu dwóch jeźdźców z lancami .Jechali wolno i ostrożnie, że nie mogliśmy rozeznać kto to jest.
Jezu ! Rogatywki !. W oczach mgła, mgła coraz silniejsza. Jeźdźcy to poznańscy ułani. Uchylają rogatywek, wołają,, Niech będzie pochwalony Jezus Chrystys!".,, Na wieki" Kochane chłopaki, chwała i cześć wam zuchy za waszą mitręgę, za wasze trudy, za waszą krew. Cześć, cześć.
I nie wytrzymały źrenice naporu łez, poszły łzy serdeczne, spłynęły po policzkach. Już nie łzy rozpaczy, zwątpienia, lecz łzy szczęścia, radości, łzy chwały, że Polska nie zginęła. Wszyscy zakrzątnęli się niezwłocznie za żywnością, bo już nadciągał oddział z podporucznikiem. Nie chcieli jeść, tylko pić, pić bo strasznie gonili. Zostawili nam trochę karabinów i naboi, bo mieli sporo i poszli dalej gnać czerwone hordy. I wygnali.

(drobne zmiany tekstu i przystankowania).